Pasteryzacja piwa w ciągu kilku ostatnich lat stała się synonimem największego zła, jakie można wyrządzić piwu. Według tego, co próbują nam wmówić reklamy, piwo pasteryzowane jest znacznie gorsze jakościowo, mniej naturalne, a sam proces psuje wszelkie walory smakowe i aromatyczne. Ale czy aby na pewno pasteryzacja piwa jest procesem negatywnym?

Czym jest pasteryzacja piwa?

Fraza „pasteryzacja piwa” brzmi dzisiaj bardzo złowrogo, choć w rzeczywistości znaczna część produktów spożywczych, z których korzystamy poddawana jest temu procesowi. Jego nazwa wzięła się od Ludwika Pasteura, który odkrył, że jeżeli ogrzejemy produkt do temperatury powyżej 70 stopni Celsjusza, ale nie większej niż 100 stopni, doprowadzimy do zniszczenia bądź zahamowania wzrostu drobnoustrojów.

Co ważne, proces ten zakładał, że jednocześnie zachowany zostanie smak i wszelkie walory smakowe produktu. I faktycznie, przeprowadzona w idealnych warunkach pasteryzacja wpływa na smak w sposób niemal niezauważalny. 

Pomyślcie zresztą sami: może u waszych babć albo jeszcze w waszych domach znajdują się spiżarnie z podgrzewanymi uprzednio słoikami? Jeżeli nie wiecie, one również zostały poddane procesowi pasteryzacji, co w tym przypadku inaczej zwane jest wekowaniem. I pomyślcie sami: czy przetwory przechowywane w tychże słoikach smakują gorzej po otwarciu? Otóż to. 

Piwo pasteryzowane jako luksus

Co ciekawe, jeszcze w czasach PRL-u i wczesnych lat dziewięćdziesiątych pasteryzacja piwa była synonimem luksusu. Warunki produkcji w browarach nie należały wówczas do najbardziej sterylnych, przez co często zdarzało się, że mieliśmy do czynienia z piwami zakażonymi bakteriami – instalacja linii technologicznych służących do przeprowadzenia procesu pasteryzacji pozwoliła wyeliminować ten problem. Przemiany ustrojowe doprowadziły do tego, że browary mogły sobie pozwalać na renowację zakładów produkcyjnych w ślad za czym poszło niemal zupełne wyeliminowanie piw niepasteryzowanych z obiegu rynkowego i ich zejście do „podziemia”. 

Konsumenci coraz częściej zaczęli narzekać na spadek jakości piw koncernowych. Jaka była więc odpowiedź browarów warzących tego typu produkty? Próba wmówienia klientom, że zrezygnowanie z pasteryzacji oznacza, iż piwo będzie smaczniejsze, bardziej naturalne, czyli po prostu lepsze. Kampania reklamowa o szerokim zasięgu zrobiła swoje – dzisiaj zapewne większość osób spotkanych przypadkiem na ulicy powiedziałaby, że piwo niepasteryzowane jest lepsze jakościowo, chociaż pogląd ten zapewne szybko zostałby zrewidowany w ślepym teście. 

Piwo niepasteryzowane czy… mikrofiltrowane?

Za niskie walory smakowe piw należy winić o wiele bardziej szkodliwy proces aniżeli pasteryzacja piwa – jest to mikrofiltracja. Polega ona na filtracji poprzez wykorzystanie specjalnej siatki, która nie przepuszcza zawiesin czy bakterii. Co za tym idzie, nieprzepuszczane są również drożdże, które w sporej mierze wpływają na walory smakowe piwa. Dlatego też jesteśmy w stanie założyć się, że piwo niefiltrowane pasteryzowane będzie wam smakować o wiele lepiej niż niepasteryzowane mikrofiltrowane.

Chcesz spróbować całej gamy piw marki Doctor Brew, w których unikamy procesu mikrofiltracji, dzięki czemu zawsze możesz cieszyć się naturalnym smakiem? Sprawdź, gdzie możesz je kupić!

0 0 0
Wczytywanie...