„To piwo jest takie słabe, że na pewno dolewali do niego wody!” – pewnie zdarzało Ci się już słyszeć takie stwierdzenie kilkukrotnie. Chrzczone piwo to sprawa, o której mówiło się swego czasu bardzo dużo, ale zwróćmy uwagę: czy ten proceder naprawdę jest opłacalny? Zresztą, czy w ogóle jest możliwy? Aż w końcu: czy chrzczone piwo w lokalach to mit czy tajemnica poliszynela?

Chrzczone piwo – dlaczego myślimy, że takie mamy?

Dlaczego można twierdzić, że piwo w lokalach jest chrzczone? Powody są generalnie dwa:

  • Piwo podawane jest za zimne
  • Eurolagery z natury są wodniste

Zajmijmy się najpierw pierwszym problemem: powszechnym mitem jest stwierdzenie jakoby piwo powinno być podawane w temperaturze zbliżonej do 0 stopni Celsjusza. Sprawia to, że nawet piwo uwarzone w stylu IPA mogłoby się wydawać wodniste, ponieważ dopiero nieco wyższe temperatury (od ok. 6 stopni Celsujsza) sprzyjają uwalnianiu się wszelkiego rodzaju smaków. Przez to piwo bardzo zimne faktycznie może sprawiać wrażenie mniej treściwego niż jest w rzeczywistości.

Wszystko to wiąże się ze słabym upowszechnieniem wiedzy o tym, w jakich temperaturach powinno być spożywane piwo. Jeżeli chcesz nadrobić swoje braki w tej kwestii, zapraszamy do przeczytania tekstu „Jaką temperaturę powinno mieć piwo?”

Druga kwestia tkwi po prostu w naturze wciąż najczęściej spożywanych w Polsce eurolagerów, które u swoich podstaw są piwami pozbawionymi wyrazistych walorów aromatyczno-smakowych. Przez to w przypadku, kiedy dodatkowo są zmrożone, wodnista charakterystyka może być jeszcze bardziej uwypuklona.

Dlaczego piwo nie może być chrzczone przez instalację pod barem?

Często uważa się jakoby barmani pod nalewakami trzymali instalację, która służy do ingerencji w budowę kega i wlewania do niego wody. Problem tkwi w tym, że keg podlega zwrotowi, przez co wszelkie uszkodzenie jego konstrukcji wiązałoby się z kosztownymi karami nałożonymi na lokal.

Dlaczego nie istniałby mniej destrukyjny sposób na chrzczone piwo? Ponieważ keg zabezpieczony jest tak zwanym fittingiem, trzymającym ciśnienie i zabezpieczającym piwo przed odgazowaniem, a który to podłączany jest do głowicy, prowadzącej piwo do nalewaka. W przypadku usunięcia fittingu z kega, nasze piwo zaczęłoby wylewać się na zewnątrz ze względu na różnice ciśnień.

Podobnie rzecz miałaby się w przypadku wszelkiego rodzaju uszkodzeń mechanicznych. Zresztą, aby usunąć część piwa, należałoby również gdzieś je przelać. Z powodu konstrukcji beczki i konieczności jej zwrotu nie jest to możliwe.

To dlaczego głowica podłączona do kega ma dwa przewody? Wiadomo, że jedna z rurek przeznaczona jest do transportu piwa bezpośrednio do nalewaka. Druga zaś nie służy – wbrew opinii laików – do wlewania wody, ale do dawkowania dwutlenku węgla lub jakiegokolwiek innego gazu, który wypchnie powietrze pod odpowiednim ciśnieniem.

Ze względu na nasycenie piwa, brak takiej instalacji doprowadziłby do gwałtownego pienienia się piwa. Krótko mówiąc: dzięki drugiemu przewodowi możemy cieszyć się piwem w postaci cieczy, a nie piany.

Czy piwo mogłoby być chrzczone w inny sposób?

Owszem, istnieje jeden sposób na chrzczenie piwa, ale nie wiąże się z żadnymi instalacjami. Ba, jest wręcz banalny i jednocześnie niezwykle prosty do nakrycia! Można by było nalać uprzednio wody do szklanki, ale wystarczy dokładnie przyjrzeć się szklankom, by móc nakryć na tym barmana.

W rzeczywistości jeżeli taki proceder miał kiedykolwiek miejsce, stanowi zaledwie nikły procent. Jeżeli jednak obawiacie się, że macie faktycznie chrzczone piwo, nie dopatrujcie się żadnych instalacji pod barem, bo tego rodzaju ingerencja jest zwyczajnie niemożliwa. Zamiast tego pamiętajcie o tym, by patrzeć na szklankę przed nalewaniem. I najważniejsze: zawsze ogrzewajcie piwo do odpowiedniej temperatury!

Chcesz spróbować piw Doctor Brew? Sprawdź, gdzie możesz je dostać!

0 0 0
Wczytywanie...